Dzień zaczął się od deszczu. Nie dramatycznego, ale wystarczającego, żeby parasol był absolutnie obowiązkowy. Po kilku dniach w Tokio nauczyliśmy się już, że japońskie prognozy pogody traktuje się poważnie — jeśli mówią „deszcz”, to pada. Bez dyskusji.
Plan na dziś: Asakusa rano, a potem – zobaczymy co dalej, zależnie od pogody. Wsiadamy w metro i ruszamy na północny wschód miasta.
🏮 Asakusa
Asakusa (浅草) to jedno z niewielu miejsc w Tokio, gdzie miasto nie stara się wyglądać nowocześnie. To historyczne serce dawnego Edo — tak nazywało się Tokio przed 1869 rokiem, kiedy cesarz przeniósł tu stolicę. Dzielnica rozwinęła się jako centrum rozrywki i handlu przy wielkiej świątyni buddyjskiej, i do dziś zachowuje ten charakter: wąskie uliczki pełne sklepów z pamiątkami, restauracje serwujące tradycyjną kuchnię, riksze, gejsze na zakupach i tysiące turystów z całego świata.
Główna oś dzielnicy to Nakamise-dōri — handlowa aleja prowadząca prosto do świątyni, zabudowana po obu stronach sklepami z przekąskami, wachlarzami, lakami i wszelką formą japońskiego kiczu.
Baskin Robbins w Asakusie — to pierwszy widok który wita po wyjściu z metra, wydaje się zupełnie nie pasować do reszty tego miejsca. Na szczęście już zaraz widoki robią się bardziej „japońskie”. Na piętrze restauracja teppanyaki z menu „jedz ile chcesz” za 2000 jenów.Ta sama uliczka po wyjściu z metra. Tłum turystów, czerwony Banrai Hotel, FamilyMart i Doutor w zasięgu wzroku.Riksze firmy Jidaiya („Dom Epoki”) stoją przy wyjściu ze stacji jak taksówki pod Dworcem Centralnym. Kierowcy w tradycyjnych strojach czekają z godnością godną samurajów. Cena przejazdu: od 3000 jenów. Moje nogi: darmowe. Idę.Kaminarimon (Brama Gromu) z dystansu — i Starbucks po lewej, bo Japonia dawno pogodziła się z tym, że historia i latte mogą koegzystować. Tłum przed bramą: standardowy, czyli jakieś pół ludzkości.Brama Gromu z bliska. Napis na bramie głosi „Góra Złotego Smoka” — bo świątynia Senso-ji należy do szkoły buddyzmu Kinryuzan. Latarnia 700 kg wisi spokojnie nad głowami.Złocona podstawa latarni — smok wykuty w metalu, stoi od 1865 roku.
🛍️ Nakamise-dōri
Za bramą Kaminarimon rozciąga się Nakamise-dōri (仲見世通り) — prawie 250 metrów zadaszonej ulicy handlowej z licznymi sklepami po obu stronach, gdzie można kupić absolutnie wszystko: od senbei prosto z patelni, przez ręcznie malowane wachlarze, po zestaw ośmiu magnesów z Mount Fuji. Nad głowami — gałęzie sakury i rzędy czerwonych latarni, a w powietrzu mieszanina dymu, cukru i turystycznej euforii.
Nakamise-dōri w pełnej krasie. Sakura nad głowami, latarnie po bokach, ludzie dosłownie wszędzie. Ten tłok to tradycja.Autor w naturalnym środowisku — Nakamise-dōri, jeszcze przed wejściem w tłum.Sklep z maneki-neko (machającymi kotami szczęścia) przy Nakamise. Setki machających łapką kotków, a pośrodku — wielki boss trzymający tabliczkę z napisem „dziesięć milionów” (jenów, które ma sprowadzić). Według legend przyciąga szczęście i pieniądze.Klasyczny sklep z pamiątkami w Asakusie: kimona w kwiatki, dwie Wielkie Fale Hokusaia (słynna grafika Katsushiki Hokusai z 1831 r.) na wyciągnięcie ręki i czerwone lampiony dla nastroju.Ginkado i ich ichigo daifuku — truskawkowe mochi w czterech odsłonach: czekolada, sakura (edycja wiosenna, bo wiosna trwa krótko), matcha i klasyczna fasola z solą.Fukucan & Sweets i ich truskawkowy przemysł ciężki: kandyzowane (¥650), czerwono-białe (¥800), w czekoladzie (¥700). Te białe truskawki po prawej to już nie słodycze, to sztuka współczesna. Te w czekoladzie były jedzone 🙂Boczna uliczka — tam również kwitnie handel. W tle między budynkami majaczy Tokyo Skytree (634-metrowa wieża telewizyjna, najwyższa w Japonii).Kolejna uliczka (!) boczna — zadaszony pasaż ze szklanym dachem, sklep Seiko po lewej, apteka po prawej, a pośrodku tłum turystów z mapkami w rękach.Restauracja Imahan (今半) — jeden z najsłynniejszych lokali sukiyaki w Tokio, założony w 1895 roku. Wejście przez ogród z kamieniami, bambusem i latarniami. Szyld przy wejściu głosi: „Wagyu sukiyaki”. Menu zaczyna się od 5000 jenów.Końcówka spaceru uliczką: pięciokondygnacyjna pagoda świątyni Senso-ji wyłania się spośród nagich konarów i pierwszych kwiatów wiśni. Szare niebo robi za tło, choć ponoć ma się wkrótce rozpogodzić.Hozomon (Brama Skarbów) w pełnej krasie — sakura na pierwszym planie, tłum na każdym innym. Żeby zrobić to zdjęcie bez głów ludzi w kadrze, trzeba by tu być o 5 rano. Albo mieć drona. Wybrałem opcję z głowami.Ściana lampionów przed Senso-ji — rzędy białych kul z czarną kaligrafią, a za nimi sakura. Każdy lampion to nazwa darczyńcy lub okolicznego sklepu. W sumie bardziej Instagram niż duchowość, ale wygląda niesamowicie.Kwintesencja asakuskiej turystyki: ninja, samuraj i dama w kimono pozują przed sklepem. Koszulki z japońskimi napisami („samuraj”, „droga wojownika”) w tle czekają na swojego nabywcę.Pagoda i brama Hōzōmon. Tłum z parasolkami, płacząca sakura po prawej.Pagoda z bliska — ciemnoczerwone drewno, złoty finial (ozdobna iglica z dziewięcioma kółkami, symbol buddyjski) na szczycie.Hōzōmon (Brama Skarbów) od zewnątrz — trzy różowe bannery głoszą „Święto Kwiatów” i narodziny Buddy. Trzy latarnie: czerwona pośrodku i dwie czarno-złote po bokach.Hōzōmon (Brama Skarbów) — z bliska wygląda jeszcze lepiej. Wielka czerwona latarnia pośrodku, dwie czarno-złote po bokach, czerwone filary i dym kadzidła snujący się w stronę głównej hali.
⛩️ Senso-ji
Senso-ji (浅草寺) to najstarsza świątynia buddyjska w Tokio i jeden z najpopularniejszych obiektów religijnych w całej Japonii — odwiedza ją ponad 30 milionów ludzi rocznie. Zbudowana w 645 roku, poświęcona jest bogini miłosierdzia Kannon. Według legendy, dwaj rybacy wyłowili z rzeki Sumida złotą figurkę Kannon — i mimo prób odrzucenia jej do wody, posąg zawsze wracał. Właściciel okolicznych ziem uznał to za znak i wybudował kaplicę. Przez 14 wieków świątynia rosła.
Sercem kompleksu jest Hōzōmon — „Brama Skarbów” — z charakterystyczną ogromną czerwoną latarnią, i dwiema bocznymi. To jeden z najbardziej fotografowanych obiektów w Japonii i, powiedzmy sobie szczerze, absolutnie zasłużenie. Latarnia robi wrażenie nawet w deszczu.
Główna hala (Hondō) Senso-ji — to właśnie tutaj, za całym tym tłumem, przechowywana jest figurka bogini Kannon. Dym kadzidła snuje się po całym dziedzińcu. Po bokach stoiska z ofertą duchową na każdą okazję.Deszcz nie przeszkodził — kimono, papierowe parasolki i dziedziniec Senso-ji. W Asakusie można wypożyczyć kimono na dzień, i wiele osób z tego korzysta. Efekt jest taki, że na terenie świątyni, spora część gości wygląda bardziej „japońsko” niż stali mieszkańcy.Jasnozielone kimono z lawendowym obi (szeroką satynową szarfą) i parasolka z motywem kwiatowym. Drewniane sandały geta na platformie. Elegancja ponad komfort.Sesja zdjęciowa w toku.Pomnik piosenki „Hato Ponpon” — słynnej japońskiej piosenki dziecięcej o gołębiach, których przy świątyni nie brakuje. Tekst wyryty na tablicy, brązowe gołębie siedzą na szczycie. Jeden z tych uroczych detali, które większość turystów mija bez zatrzymania.Kasa z amuletami (omamori) i tabliczkami wotownymi (ema) — do kupienia szczęście na drogę, w miłości, w nauce, w zdrowiu i chyba we wszystkim innym. Ceny od 500 jenów.Kōro — wielki brązowy kocioł z kadzidłem. Tradycja nakazuje machać dymem w stronę bolącego miejsca na ciele, żeby je wyleczyć. W praktyce: wszyscy machają na wszystkie strony, dym jest wszędzie, nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy mu pomogło — ale wszyscy próbują.Ten sam kocioł z dalszej perspektywy. Purpurowy baner po lewej to wejście do miejsca, gdzie można kupić kadzidło — bo bez własnych patyków nie liczy się jako pełne przeżycie.Przed główną halą — brązowa latarnia ofiarna i skrzynka na datki (po prawej). Tablica z harmonogramem nabożeństw: codziennie od 6:00, w niedziele dodatkowe nabożeństwa. Świątynia pracuje na pełnych obrotach mimo 30 milionów turystów rocznie.Fragment starego kamiennego lampiona ofiarnego na dziedzińcu — tabliczka informuje, że pochodzi z okresu Edo. W tle kobiety w różowych yukatach robią zdjęcia przy sakurze.Klasyczna konfrontacja epok — gotycka architektura buddyjska w czerwieni i biały szkielet Tokyo Skytree (634 m) w jednym kadrze. Brama ma tu 500 lat. Wieża — 15.Pagoda za starym drzewem ginko. Ginko rośnie tu pewnie od wieków, pagoda od 1973 roku (rekonstrukcja po zniszczeniach II wojny).Wejście do Hondō — czerwona latarnia z kaligraficznym znakiem 福 (szczęście/pomyślność) wisi nad wejściem. Schodki, czerwone filary, tłum. Wchodzi się wolno, bo wszyscy robią zdjęcia dokładnie w tym samym miejscu.
Wchodzimy do środka…
Przez siatkę w głównej hali widać złoty ołtarz z figurką bogini Kannon — to ona jest tu główną atrakcją od 1400 lat. Sam posąg jest podobno niewidoczny dla zwiedzających, ukryty za zasłoną. Oglądamy więc złote oprawienie wokół niewidocznego centrum. Metafora gotowa.
🎋 Omikuji — wyrocznie świątynne
Omikuji to losowe wyrocznie dostępne przy większości japońskich świątyń i sanktuariów. Płacisz 100 jenów, trzęsiesz metalową puszką, aż wypadnie patyczek z numerem — a potem wyciągasz z odpowiedniej szufladki karteczkę z przepowiednią. Wyniki wahają się od „Wielkie szczęście” (daikichi) przez „Zwykłe szczęście” (kichi) aż do „Złych wróżb” (kyō). Jeśli wylosowałeś coś złego, nie zabierasz karteczki do domu — wiążesz ją na specjalnym stelażu przy świątyni i zostawiasz pecha tam.
Instrukcja obsługi wyroczni — po japońsku, angielsku i chińsku. Krok 1: wrzuć 100 jenów. Krok 2: potrząśnij puszką. Krok 3: wyciągnij karteczkę z szufladki o odpowiednim numerze. Krok 4: jeśli losowo wypadło „złe” — zostaw to tutaj. Proste i eleganckie.Szafka z wróżbami — sto szufladek, każda z innym numerem. Srebrna puszka do potrząsania na czerwonej półce. Sprawdzone rozwiązanie od wieków, z drobną korektą: kiedyś był jeden zestaw, dziś cała ściana. Dostosowanie do ruchu turystycznego.Wróżba nr 77 — „Zła wróżba” (凶, kyō). Cztery przepowiednie: „Starania daremne”, „Sława nieosiągalna”, „Fala wysoka, łódź unieruchomiona” i „Cel odległy jak niebo od ziemi”. Wylosowałem to 😱.Odwrotna strona: tłumaczenie na angielski. „Everything stay and stick without progress.” Dalej: prośby nie zostaną spełnione, pacjent nie wyzdrowieje, zgubiona rzecz się nie znajdzie, podróż — zła, małżeństwo — złe. Na końcu: wróżba opatrzona pieczęcią świątyni Senso-ji. Serio zostawiłem ją na stelażu.Stelaż dla pechowców — druty wypełnione zawiniętymi karteczkami złych wyroczni. Napis głosi: „Tylko jeśli wylosowałeś złą wróżbę — zawiąż tutaj. Wszystkich innych prosimy zabrać ze sobą.” Karteczek na drutach: całkiem sporo. W tym moja.
Nie wiem czy to cheating, ale wrzuciłem 100 jenów jeszcze raz, i tym razem fortuna się do mnie uśmiechnęła.
Wróżba nr 68 — „Szczęście” (吉, kichi). Cztery przepowiednie tym razem pozytywne: „Wyjątkowy człowiek w śnie”, „Nadchodzące sprawy pomyślne”, „Woń kwiatów wiosną” i „Gałąź sucha, lecz zakwita”. Ta mi się już bardziej podoba.Odwrotna strona: „REGULAR FORTUNE. Any request will be granted to you. The patient get well soon. The lost article will be found. You can start a trip. Marriage of any kind, new employment are both well.” Prosta zasada: kto dostał szczęście — zabiera do domu. Tę zabrałem.
👘 Czas na jukatę
Kimono (着物, dosłownie „rzecz do noszenia”) to tradycyjny japoński strój używany od ponad tysiąca lat. Długa, prosta szata z jedwabiu lub bawełny, zapinana w pasie szeroką tkaniną zwaną obi. Kimono jest strojem na specjalne okazje — śluby, ceremonie herbaty, festiwale, Nowy Rok. Noszenie kimono to sztuka sama w sobie: prawidłowe ubranie zajmuje kilkadziesiąt minut i najczęściej wymaga pomocy, a cena dobrego kimono może sięgać tysięcy dolarów.
Yukate (浴衣, dosłownie „strój kąpielowy”) to lżejsza, letnia wersja kimono — zrobiona z bawełny lub lnu, zazwyczaj w niebiesko-białych lub kwiatowych wzorach. Historycznie noszona po kąpieli w onsenie, dziś to strój na festiwale letnie (matsuri), pokazy fajerwerków i właśnie takie spacery jak nasz — po Nakamise-dōri i dziedzińcu Senso-ji. Zakłada się ją szybko, samodzielnie, bez specjalnych umiejętności. Kosztuje ułamek ceny kimono.
W Asakusie dziesiątki sklepów oferuje wypożyczenie yukaty na dzień — razem z doborem obi, fryzurą i butami — za ok. 3000-5000 jenów. Efekt widać wszędzie: co trzecia osoba na dziedzińcu świątyni jest w yukacie. Turyści z całego świata, młode Japonki, pary, szkolne wycieczki. Tradycja dostępna dla każdego.
Zainspirowana pięknymi widokami, córka zapragnęła odziać się w piękną jukatę. Idziemy zatem na zakupy.
Sklep kimono Ryunichi z figurą ninja na dachu — bo zwykły szyld to za mało. Wieszaki z kimono na chodniku, czerwona torii w tle, tłum turystów. Ninja przyciąga wzrok skuteczniej niż neon. Dobry marketing.Kurs ubierania kimono (kitsuke) w sąsiednim sklepie — 6 lekcji za 3000 jenów (czyli 500 jenów za lekcję), lub jednorazowo 700 jenów. Godziny: rano 10:30 i po południu 14:00. Wypożyczenie kimono, obi i skarpetek: po 500 jenów każde.
Udało się! Trafiliśmy do sklepu, gdzie przemiła starsza Japonka pomogła dobrać i założyć jukatę. W teorii jukatę zakłada się łatwo, w praktyce – 20 min w wykonaniu eksperta, wymaga zawiązania 2 pasków i odpowiedniego ułożenia tkaniny pomiędzy nimi, a na to jeszcze wiąże się obi. Ruszyliśmy na sesję zdjęciową.
Efekt końcowy: niebieskie piwonie na białym tle, kremowa kokarda obi, do kompletu — czarne trampki Nike. Tradycja z nowoczesnym twistem.Dwie yukaty w drodze ku Hōzōmon — błękitna w kwiatki i niebieska w piwonie. Obi zawiązane w kokardę (taiko musubi).Hōzōmon w pełnym słońcu na tle błękitnego nieba — zupełnie inaczej niż rano w deszczu. Pogoda w Tokio zmieniała się tego dnia kilka razy, jakby miasto chciało pokazać świątynię w każdym możliwym świetle.Yukata i yaezakura (wiśnia wielopłatkowa, kwitnie 2 tygodnie po somei-yoshino).
Po sesji zdjęciowej i zdjęciu jukaty, ruszyliśmy coś przekąsić.
🍳 Teppanyaki i monjayaki
Teppanyaki (鉄板焼き) dosłownie znaczy „smażone na żelaznej płycie”. To styl gotowania — i restauracji — gdzie siedzisz przy blacie z wmontowanym gorącym grilem i smażysz sam: mięso, warzywa, makaron yakisoba. Nie ma kelnera, który przynosi gotowe danie; jest składniki i płyta. Resztę robisz ty.
Monjayaki (もんじゃ焼き) to tokijska specjalność — rzadsze, bardziej płynne ciasto z kapustą, owocami morza i dodatkami rozsmażane bezpośrednio na teppanie. Skrobujesz je małą łopatką (kote) prosto z grilla. Nie wygląda elegancko.
Zamówiliśmy jedno i drugie.
Teppan przy stoliku — płyta grzewcza, ceramiczny talerzyk z wzorem i łopatka (kote) do jedzenia. Cała filozofia teppanyaki: gotujesz sam, na własnym małym grillu, w swoim własnym tempie. Restauracja dostarcza składniki. Resztę robisz ty.Przed rozpoczęciem — surowe składniki ułożone na kamiennym talerzu: makaron, boczek, kiełki, warzywa, chili, czosnek. Szpatułki do teppan, butelki z sake do gotowania i olejem sezamowym.Płyta grillowa, plastry boczku, makaron yakisoba, kiełki, kapusta. W teorii – smażysz to sam przy stole. W praktyce, przemiła Japonka pomogła nam w przygotowaniu tego dania.Tak właśnie wygląda monjayaki — delikatnie mówiąc niezachęcająco. Konsystencja też pasuje do tego, z czym się na pierwszy rzut oka kojarzy: półpłynna masa skrobana łopatką prosto z grilla. W smaku nie najgorsze, ale rewelacji brak. Dla nas eksperyment jednorazowy — bez powrotu.
🏙️ Ginza
Zaraz po wyjściu z metra w Ginza, wita nas salon Nissan – na zewnątrz kręci się bolid zachęcający do wejścia.
Nissan Ginza Place — showroom przy słynnym skrzyżowaniu Ginzy, a w witrynie bolid Formuły E nr 23 z malowaniem w motywie kwitnącej wiśni. Elektryczna wyścigówka jako dekoracja okienna. Czerwony nos, logo ABB FIA Formula E, Hankook, NISMO, opony OZ Racing — z bliska aerodynamika wygląda jak rzeźba.Tiffany & Co. Ginza — wielokondygnacyjna szklana fasada w turkusie, elegancja na każdym piętrze. Obok szyld „Muzeum Whisky” z butelką Yamazaki.UNIQLO Ginza — flagowy sklep UNIQLO, 12 pięter. Obok Tiffany po prawej, Yoshinoya po lewej.Skrzyżowanie w Ginzie — taksówka Tokyo Musen, mężczyzna w garniturze nawija przez telefon, w tle Emporio Armani, szyld Yamazaki i sklep Seria. Ginza w jednym kadrze: luksus, biznes i convenience store w odległości rzutu parasolem.
Weszliśmy na zakupy do UNIQLO, wyszliśmy jak już zdążyło się ściemnić 🙂.
Ginza nocą — skrzyżowanie Ginzanishi 5-chōme (銀座西五丁目) w fioletowych iluminacjach. Sygnalizatory, pasy, neonowe szyldy, tłum. O tej porze wielu Japończyków wychodzi z pracy i zgodnie ze zwyczajem, idzie razem na zespołową kolację i/lub piwo. To obligatoryjne!Ginza nocą od innej strony — Chanel po lewej, Panerai w środku, IWC Schaffhausen po prawej.Nocna Ginza — taksówki, neon, szyld ubezpieczyciela Tokyo Marine Nichido. Po prawej Limo Taxi.Uliczka pod wiaduktem — tu świat Ginzy urywa się gwałtownie i zaczyna inny Tokio. Małe knajpki z owocami morza, szyldy po japońsku („otwarte od rana do rana”), Hokkaido i Kyushu w jednym menu. Łuki wiaduktu dawno zajęte przez izakayi (japońskie restauracje).Okolice Yurakucho — pod łukami mostu kolejowego mieszczą się małe izakayi jedna przy drugiej. Szyld „Kaijin Sakaba” (lokal z owocami morza).Narożna restauracja „Ushi no Honten” (Główny Sklep z Wołowiną) z farmy Ozawa — czynna 24 godziny. Fasada w żarówkach, szyldy japońskie w każdym miejscu. W tle wieżowiec Tokyo Midtown.Tokyo Midtown — jeden z najwyższych budynków w centrum sfotografowany od dołu nocą. Zaokrąglona szklana fasada, podświetlony napis przy wejściu.Godzilla przed kinem TOHO w Hibiya — kultowy kamienny potwór na postumencie, za nim fasada „TOHO Screen & Stage, Since 1932”. Oficjalna strażniczka kina. Stoi tu od 2018 roku.Suzuran Street — jedna z bocznych uliczek Ginzy, nocą wyróżniona kolorowym neonowym szyldem. Nazwa pochodzi od konwalii (suzuran). Uliczka cichsza niż główne arterie, butiki i restauracje po obu stronach.Ginza nocą — ulica „Mitsura-dōri” z elegancką zabudową po obu stronach.
Na dzisiaj dosyć zwiedzania. Jutro pobudka 6:30 rano, żeby zdążyć na wycieczkę do Hakone.