Jet lag to podstępna bestia. Wczoraj spaliśmy 14 godzin. Wiedziałem, że ta noc będzie cięższa, na wszelki wypadek łyknąłem podwójną dawkę melatoniny. Rezultat: 4 godziny snu, z przerwami. Po drodze przewracanie się z boku na bok, patrzenie w sufit hotelu i filozoficzne rozmyślania o sensie istnienia o 3 w nocy. Farmakologia nie dała rady.
Wstaliśmy koło 6:00. Nie było sensu dłużej próbować.
Parę godzin na ogarnięcie notatek z bloga, przegląd zdjęć, plan dnia. O 8:00 jesteśmy gotowi do wyjścia.
🍳 Śniadanie hotelowe (wreszcie)
Wczoraj śniadanie przespane, dzisiaj zdecydowanie go nie przegapimy.
Hotel oferuje śniadanie w dwóch miejscach. Pierwsze — lounge na najwyższym piętrze. Wchodzimy, rozglądamy się. Widok na miasto: 10/10. Wybór jedzenia: delikatnie mówiąc — skromny. Cośtam skubnięte, ale docelowo jedziemy na dół.
Drugie podejście — restauracja na pierwszym piętrze. I tutaj dopiero śniadanie godne nazwy. Wypieki, warzywa, owoce, pierogi, wszystko na temat jajka, i kawa, która smakuje jak kawa. Najadamy się, i do pokoju zgarnąć manatki. Tyle, że, … za oknem deszcz…
🌧️ Pogoda dyktuje warunki
Sprawdzam prognozę, i tu nieprzyjemna niespodzianka: bedzie padać. Nie tylko dzisiaj rano — to jeszcze tylko lekkie kropienie — ale jutro i pojutrze: ulewa.
Chwila z telefonem, szybka rewizja całego planu na najbliższe dni. Jeśli deszcz ma trzymać dwa kolejne dni, to lepiej przesunąć rzeczy wymagające pięknej pogody — Fuji, otwarte przestrzenie — na dni, w które ma być ładnie. Trzy dni do przodu mają być słoneczne.
Szybka sesja z aplikacją biletową. Ostatnie dostępne bilety na wycieczkę w okolicach góry Fuji: kupione. Bilety do teamLAB Planets i Tokio SkyTree: kupione.
Strategia na dziś: najpierw plener — bo rano jeszcze tylko mży — a jak zacznie padać na serio, wchodzimy do środka.
Ruszamy, jak zawsze, w kierunku stacji metra. Kilometr od hotelu, akurat przestało padać.
Kanał w drodze na stację — sakura w pełnym rozkwicie, pochmurne niebo, zero deszczu. Dokładnie tyle, ile nam było potrzeba.Gałęzie somei-yoshino zwisają niemal do wody.Obowiązkowe portretowe przy sakurze. W tle niebieski mostek i wieżowce centrum.Wyjście ze stacji Yoyogi — skrzyżowanie z japońską mieszanką wszystkiego: izakaya, soba 24h, Wendy’s First Kitchen i 代々木教会 (Kościół Yoyogi) w jednym kadrze. Standardowy Tokio.Izakaya przy wyjściu ze stacji Yoyogi. Szyld głosi: 鶏の唐揚げ — smażony kurczak. W witrynie: butelki sake, pluszak świnia w okularach lotniczych i kartka pisana ręcznie różowym flamastrem: „14時 OPEN”. Restauracja z charakterem.
⛩️ Meiji Jingū
Meiji Jingū (明治神宮) to jeden z najważniejszych shintōistycznych przybytków w Japonii, poświęcony duchom cesarza Meiji i jego małżonki, cesarzowej Shōken. Cesarz Meiji rządził w latach 1868–1912 i był postacią przełomową — to za jego panowania Japonia otworzyła się na świat po dwóch wiekach izolacji i w ciągu jednego pokolenia przeistoczyła z feudalnego siogunatu w nowoczesne mocarstwo.
Świątynia powstała w 1920 roku, 8 lat po śmierci cesarza. Stoi pośrodku rozległego lasu — ponad 70 hektarów zieleni w samym centrum Tokio, pomiędzy Harajuku a Shinjuku. Las nie jest naturalny: zasadzono go specjalnie, 100 tysięcy drzew z całej Japonii, ofiarowanych przez obywateli po śmierci cesarza. Dziś, po ponad 100 latach, wygląda jak starodrzew.
Wejście od strony stacji Harajuku prowadzi przez wielką bramę torii z drzewa hinoki — jedną z największych w Japonii. Stąd ścieżka zwirowa wiedzie przez las, mijając beczki sake i wino burgundzkie (ofiara od winiarzy z całego świata), aż do głównego sanktuarium.
Pierwsza torii Meiji Jingū — z drzewa hinoki japońskiego cyprusa. Na belce widać kiku (菊) — złotą chryzantemę, symbol rodziny cesarskiej. Za bramą zaczyna się las; gdzieś z przodu, 700 metrów dalej — sanktuarium.Główna aleja prowadząca do sanktuarium — 700 metrów przez las, który ma 100 lat, a wygląda na 300. Brukowana ścieżka, wysokie drzewa, cisza mimo tłumu. W tę ścieżkę wpada się z zupełnie innego świata niż Harajuku za ścianą lasu.Tōrō (燈籠) — kamienna latarnia shintō przy ścieżce. Drewniana górna część z dachówką, kamienny słup z dekoracyjnym motywem. W lesie stoi ich dziesiątki — wszystkie ofiarowane przez darczyńców po śmierci cesarza.Wewnętrzny plac przy sanktuarium. Po lewej temizuya (studnia do mycia rąk), w głębi wewnętrzna torii, za nią właściwe sanktuarium. Zaczyna padać — przyspieszamy.Przy studni temizuya — czarna tablica z wierszem cesarzowej Shōken, zapisanym kaligrafią: Wierzbowe gałązki kołyszą się na wiosennym wietrze, a ich odbicie na tafli stawu nie chce się zatrzymać. Na tablicy widnieje też tytuł: Yoyogi no mori — Makokoro (szczerość serca).Obowiązkowe portretowe. Na belce torii widać złote kiku — chryzantemy cesarskie. Za plecami: główny dziedziniec sanktuarium, galerie dla wiernych, tłum w deszczu.Haiden (拝殿) — hala modlitewna, miejsce gdzie wierni składają ofiary i się modlą. Wejście przez masywną bramę z ciemnego drewna hinoki. Z prawej kolejka do omamori — amuletów i talizmanów. Deszcz nie odstraszy nikogo.Właściwe sanktuarium w deszczu — widok zza barierki. Ciemne dachy z zielonymi ornamentami i złotymi zdobieniami krokwi. Krople deszczu widoczne w powietrzu. Powaga miejsca podkręcona przez pochmurne niebo.Tablica z ema (絵馬) — drewnianymi tabliczkami z życzeniami. W tle: wielkie drzewo kamfory i budynki sanktuarium. Tysiące próśb i podziękowań zawieszonych na drewnie.Wielki kusunoki (楠) — kamfora japońska rosnąca w centrum dziedzińca. U podstawy stojak z tabliczkami ema. Korona zajmuje pół nieba.Haiden (拝殿) — hala modlitewna w całej okazałości. Ciemnoczerwone drewno, złote zdobienia, czarny dach. Kolejka wiernych i turystów na schodach mimo deszczu. W środku: oferty, modlitwy, omamori. Po wejściu po schodach – zakaz robienia zdjęć, ściśle egzekwowany.Zbliżenie na tabliczki ema (絵馬) — każda napisana odręcznie, po japońsku, angielsku, koreańsku, chińsku. Widać: podziękowania za operacje mamy, prośby o miłość, marzenia o zdaniu egzaminów, jeden napis: 'I wish for world peace — Alli’. Każda za 500 jenów. Każda odczytywana przez kapłanów podczas porannej ceremonii.Tablica objaśniająca zwyczaj ema — po japońsku, angielsku i koreańsku. W tle wielkie drzewo kamfory i budynki sanktuarium. Z tablicy: Ema, votive tablets for special personal prayers and gratitude toward the deities enshrined in Meiji Jingu Shrine, are offered to you for 500 yen apiece.Kazaridaru (飾り樽) — ozdobne beczki sake ofiarowane Meiji Jingu przez browary z całej Japonii. Każda beczka owinieta jest białą i czerwoną słomą i opatrzona nazwą browaru kaligrafią. To nie dekoracja — to ofiary wotywne. Sake jest napojem bogów w shinto, symbolem czystości i jedności.Obowiązkowe zdjęcie przy beczkach sake.Tuż obok sake — regały z beczkami burgundzkiego wina. Cesarz Meiji był zafascynowany Zachodem i jako pierwszy japoński cesarz pił wino publicznie. Winiarnie z Burgundii i innych regionów Francji wysyłają beczki co roku jako wyraz szacunku. Domaine Pierre Marey, Domaine Bachet-Monnot, Maison Joseph Drouhin — lista jak z karty win najlepszej restauracji.
Niedaleko dalej, podążając ścieżką żwirową, trafiamy do Takeshita-dōri.
🎀 Takeshita-dōri
Takeshita-dōri (竹下通り) to ulica długa na może 350 metrów, ale gęsta jak całe miasto. Biegnie od wyjścia ze stacji Harajuku prosto w głąb dzielnicy — i przez te kilkaset kroków serwuje pełne spektrum japońskiej kultury pop: lody taiyaki w kształcie rybki, kawiarnie z motywem anime, stoiska z crepe owiniętymi w papier jak bukiet kwiatów, sklepy z używanymi strojami do cosplay i butiki z ubraniami, których nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie.
To miejsce kultowe — ale nie dla turystów. Takeshita-dōri jest dla tokijskiej młodzieży tym, czym dla innych miast są galerie handlowe: miejscem spotkań, ekspresji i zakupów. Tyle że zamiast sieciówek — niezależne marki, dziwaczne koncepty i kolejki po crepe dłuższe niż do najlepszej restauracji.
Przechodząc obok wejścia do Harajuku trafiamy na spory market z ciuchami – wszystko w niezłej jakości, i bardzo dobrej cenie. Po zakupach (fajne t-shirty z japońskimi motywami po 30-40 zł), ruszamy dalej. Wrażenia z zakupów bardzo pozytywne, pod koniec zepsute przez Japonkę, która upuściła pełen kubek jakiegoś słodkiego i zimnego napoju prosto na mój but (Sorry! Sorry! – i poszła)… But zmienił kolor, jest mokry i lepi się…
Wychodzę ze sklepu, leje. Może chociaż but się trochę umyje od tego deszczu.
Wejście na Takeshita-dōri od strony Harajuku. Różowa brama z balonowym zwierzakiem grającym na perkusji i gitarze. W środku: ocean parasoli. Baner nad bramą: HYBE × GEFFEN × ABEMA World Scout. Pod spodem: McDonald’s, Ippudo, Capcom. Wszystko naraz.Widok w głąb ulicy. 350 metrów, setki sklepów, tysiące ludzi — i parasol przy parasolu aż po horyzont.
Ludzie poruszają się z prędkością ślimaków, prawdziwy ludzki korek. Każdy gdzieś wchodzi, ogląda, wychodzi, trzeba dużo cierpliwości. W pewnym momencie trafiamy na Dog Cafe Rio.
Dog Cafe Rio — kawiarnia z psami na Takeshita-dōri. Okrągły szyld z żółtą kością i logo w stylu lat 90.
W środku: napoje zimne (kawy nie było) i psy do pogłaskania i podokarmiania za opłatą. Można pogłaskać szczeniaki? Oczywiście wchodzimy. Trzeba zdjąć buty i założyć kapcie. Nie wolno karmić szczeniaków w specjalnych ubrankach – są na diecie. Głaskać można wszystkie!
Pracownica Dog Cafe Rio z mopsem opatulonym w ręcznik zachęca do wejścia. Na szyldzie za nią: No reservation. 13 bleeds! Petting a corgi and shelty! Pisownia ich, pewnie chodziło o breeds, ale kto by się przejmował.Mops. Śpi.Chihuahua długowłosy dostaje smakołyk.Cavalier King Charles Spaniel. Trójkolorowy, z łapką na dłoni, prosi o przysmak.Sheltie (?)Jamnik na plecach, z wywieszonym językiem i chustką na szyi (czyli – na diecie, biedak).Na diecie, ale głaskania nigdy dość.Cavalier — oczy jak spodki. Nie do odparcia.Nie wiem jaka to rasa 🙂Mega fotogeniczny ten jamnik.Buldog francuski w brązowym swetrze dostaje smakołyk i patrzy w górę z nadzieją.Szpic pomeranian.Długowłosy jamnik czarno-podpalany śpi przy nogach gości. Zen.Długowłosy jamnik rudy w białej sukience z haftem angielskim i różową kokardką na plecach. Portret elegancji.Corgi. Niebieski kołnierzyk, uszy jak radar.
Ruszamy dalej – sklep z pamiątkami, następnie Capcom – kapsuły. Tym razem kilka zostało zakupionych!
Capsule Lab — presented by Capcom. Żółty szyld przy wejściu, kolejka z parasolami, po prawej Daiso. To była największa gacha na Takeshita – kilka pięter wyłącznie z kapsułkami.Wnętrze Capsule Lab: takich rzędów dziesiatki. W środku: Pokemon, Monster Hunter, Street Fighter i dziesiątki innych serii.Munch Screeeeam! — figurki breloki inspirowane Krzykiem Muncha. 5 wariantów: いつものムンク (zwykły), ゾンビムンク (zombie), 推し活ムンク (oshi-katsu, w koszulce z napisem 推ししか勝たん!), タンクトップムンク i タコムンク (ośmiorniczka). Każda 400 jenów. Opis na etykiecie głosi: こんなムンク見たことない! — Nie widziałeś jeszcze takiego Muncha!ボボボーボ・ボーボボ — Bobobo-bo Bo-bobo, jeden z najbardziej surrealistycznych anime lat 2000. Figurka Tokoro Tennosuke: niebieska, z otwartą mordką i hasłem ぎゃあああああああああああああ!!!!. Bandai, 500 jenów, wiek od 15 lat. Wiek sugerowany, nie wymagany.パンどろぼう — Pan Dorobou, Złodziej Chleba. Spinki do włosów w kształcie bochenków białego chleba i ich przestępczego alter ego. 7 wariantów, 300 jenów każda. Wydawca: KADOKAWA, producent: Bandai Namco. Można nosić na głowie.こびとづかん — Kobito Zukan, czyli Encyklopedia Małych Ludzi. Siedzące maskotki dziwnych leśnych stworków z serialu animowanego. 400 jenów, 15+.Kobito Zukan tym razem jako kwadratowe saszetki z zamkiem — twarze stworków wyhaftowane na materiale. 400 jenów, 5 wzorów. Rozmiar na monety lub na cokolwiek małego i cennego.Ultraman Blazar — seria figurek Bandai Namco z najnowszej odsłony sagi. 4 warianty, 500 jenów sztuka. Ultraman, czerwone potwory, klasyczne japońskie tokusatsu.Efekt końcowy: 2 kapsułki zakupione!Polityka zwrotów na Takeshita-dōri, ujęcie zwięzłe 🤣.
🏙️ Ikebukuro
Kolejnym przystankiem miał być Animate Ikebukuro Flagship Store アニメイト池袋本店 — największy sklep tej sieci na świecie, siedem pięter anime, mangi, figurek, płyt, merchandise’u i wszystkiego, co można kupić z logo ulubionej serii. Animate to japoński odpowiednik centrum dowodzenia dla każdego fana kultury pop: działa od 1983 roku, ma ponad 100 sklepów w Japonii i jest jedynym miejscem, gdzie można trafić na exclusive’y niedostępne nigdzie indziej.
Ikebukuro samo w sobie to osobny świat. Trzecia co do wielkości stacja w Tokio — ponad 2,7 miliona pasażerów dziennie — otoczona gigantycznymi domami towarowymi Tobu i Seibu, wyjściami numerowanymi jak lotnisko i Sunshine City w tle (kompleks z akwarium, obserwatorium i centrum handlowym w jednym wieżowcu). Jeśli Shibuya to serce młodzieżowego Tokio, a Shinjuku to jego kręgosłup, Ikebukuro to ten drugi, równie duży brat, o którym turyści zapominają. Niesłusznie.
Nasza przygoda z Ikebukuro trwała trochę dłużej niż planowaliśmy, na start kulinarnie.
Już na stacji metra przymusowy przystanek i zakup kilku onigiri.
Musubi おむすび — sklep z onigiri na stacji Ikebukuro. Dwie gabloty pełne trójkątów: łosoś, ikura (いくら 340¥), takoemeshi (たこ飯 340¥), goma-ae z imbirem (260¥), dziesięcioziarnikowy (十穀米むすび). Na pomarańczowej ścianie filozofia sklepu: ryż z Aizu, co rano pełen kocioł, jeden obrót na dobę — お米は毎日炊く前に店舗で研ぎ、大釜を一気に炊き上げます. Krótko mówiąc: nie ma tu mrożonego ryżu.
Następnie, już po wyjściu „na miasto” – lokalna restauracja sushi, gdzie sushi przygotowywał starszy pan, pod zamówienie, ale również „na taśmę”, do wzięcia wedle uznania.
元祖寿司 Ganso Zushi — kaiten sushi w Ikebukuro. Szef kuchni w białym czepku przy ladzie, starszy pan skupiony na swojej pracy, stosy talerzyków po obu stronach taśmy. Weszliśmy bez rezerwacji, bez kolejki.Taśma w akcji: ツブ貝マヨ (małże z majonezem, 76¥), サーモン (łosoś), 本まぐろ大トロ (Deluxe Fatty Tuna, 550¥), 上生えび, 穴子. Kolorowe szyldy co kilka centymetrów. Zasada prosta: bierzesz co chcesz, liczą talerzyki.Menu na kartce — strona 1. Tańsze pozycje: ツブ貝マヨ (76¥), 玉子 (tamagoyaki), maki, chirashi. Kartka podana przy stoliku.Menu na kartce — strona 2. Pozycje premium: まぐろ (maguro), 中トロ (chutoro), 本まぐろ大トロ (tłusty tuńczyk Toro, 550¥), 焼きサーモン (pieczony łosoś, 275¥).Taśma ciągnie się przez całą długość baru. Za szybą: mokra ulica Ikebukuro, przechodnie z parasolami. W środku: ciepło i SUSHI.焼きサーモン — pieczony łosoś, 275¥. Lekko skarmelizowany na wierzchu, soczysty w środku. Różowy talerz.本まぐろ大トロ — Deluxe Fatty Tuna, 550¥. Tłusty tuńczyk z marmurkowaniem widocznym gołym okiem. Rozpuszcza się w ustach — to nie jest slogan, to opis fizyczny.Pełny stół: pieczony łosoś (różowy talerz), surowy łosoś (żółty), słodka krewetka 甘えび (żółty, 176¥).9 talerzyków, miska po asari (małże), Łączny rachunek: niecałe 70 zł. Za dwie osoby. W centrum Tokio. Było pysznie!
Wreszcie, dopiero po posileniu się, ruszamy do Animate.
アニメイト池袋本店 — Animate Ikebukuro Flagship Store. Siedem pięter, największy sklep sieci na świecie. Plakaty na fasadzie jak muzeum współczesnej kultury pop. Weszliśmy na chwilę. Wyszliśmy znacznie później.Dział manga — jedno z kilku pięter. Korytarze z regałami po obu stronach, każda półka zapełniona do ostatniego centymetra.Frontowe ekspozycje nowości. Duże okładki, widoczne tytuły, nowe tomy ułożone przodem. System jak w dobrych księgarniach — tylko zamiast bestsellerów NYT, tu rządzi Oricon i Shonen Jump ranking.Jedna z dziesiątek ścian z mangą — widok, który robi wrażenie, nawet jeśli nie znasz połowy tytułów. Etykiety z kanji, numery tomów od 1 do 30+, kolory okładek tworzące przypadkowe wzory.Blue Lock i Kimetsu no Yaiba (Demon Slayer) — dwie z najbardziej popularnych aktualnie serii, wyeksponowane na wysokości wzroku. Niestety – nic po angielsku.Ghost in the Shell: Stand Alone Complex — soundtrack i merchandise. Płyty CD z oryginalnym soundtrackiem Yoko Kanno. Animate to też muzyka: soundtracki anime, single, albumy seiyuu (nagrania przez japońskich aktorów głosowych podkładających głos pod anime).Hololive Spring Party — specjalna ekspozycja merchandise VTuberów (tacy youtuberzy, który zamiast własnej twarzy używają cyfrowego, animowanego awatara, zazwyczaj w stylu anime). Plakaty, akrylowe stojaki, teczki, odzież. Zarobki topowych VTuberów liczone są w milionach dolarów miesięcznie.Peruki do cosplay — cała ściana, od czarnych po srebrne. Animate sprzedaje kompletne cosplay kity: peruka, strój, akcesoria. One-stop-shop.Blu-ray i DVD — piętro z serialami anime, edycjami kolekcjonerskimi, box setami. Część tytułów niedostępna na platformach streamingowych w Japonii. Jeśli chcesz pełne Ghost in the Shell na Blu-ray — tu jest właściwe miejsce.アイドルマスターシリーズ — cała ściana merchandise: breloki z postaciami, akrylowe stojaki, torby, plakaty, zestawy kart. Idolmaster to gra/anime/muzyka o zarządzaniu karierą idolek. Dla fanów: świętość.Spy × Family — tu w wersji biurowej. Długopisy z motywem Anyi, Lorda i Yora. Seria z hasłem: płynna, bezstresowa praca pióra. Japończycy potrafią zmerchandisować absolutnie wszystko.Ao no Hako (Blue Box) — anime o badmintonie i miłości, jeden z gorących tytułów sezonu. Obok: Tokyo Ghoul — mroczna manga o pół-ghoulach żywiących się ludzkim mięsem. Delikatnie odmienne klimaty na jednym regale.ジャンプ作品 — strefa Shonen Jump. Hunter x Hunter, One Piece, Jujutsu Kaisen, Ao no Hako.Strefa PickUp — cotygodniowe polecane. Dragon Ball Super, Witch Hat Atelier (Tongari Booshi), Blue Period. PickUp to redakcyjna selekcja Animate — co tydzień inne tytuły na pierwszym planie.
Po obkupieniu się i wyjściu z Animate, zostało nam jeszcze sporo czasu — ruszyliśmy zatem na miasto. Ikebukuro ma to do siebie, że można w nim błądzić godzinami i za każdym razem trafić na coś nowego. Jednym z przystanków był GiGO — sieciowe centrum gier i rozrywki, bardzo popularne w Japonii
GiGO to kilka pięter crane game (クレーンゲーム) — maszyn, w których sterowanym ramieniem łapie się nagrody: pluszaki, figurki, słodycze, zestawy merchandise’u z anime. Crane game to japońska obsesja narodowa: szacuje się, że Japończycy wydają na nie miliardy jenów rocznie. Zasada prosta: wrzucasz monety, manewrujesz ramieniem, próbujesz złapać nagrodę. Jej się uda – nagroda twoja; nie – próbuj jeszcze raz.
Ciekawostka: w te maszyny grają głównie dorośli. Silnie wyspecjalizowani. Są YouTuberzy z milionami subskrybentów poświęceni wyłącznie technikom crane game — kąty ustawienia ramienia, balans nagrody, moment zwolnienia. To nie jest przypadkowe wrzucanie monet. To sport.
GiGO Ikebukuro nocą — duży ekran LED z klipem K-pop na fasadzie, niebieski neon i żółty miś maskotka przy wejściu. Przez szybę widać pierwsze rzędy maszyn. O tej godzinie ruch dopiero się rozkręca.Wnętrze — rzędy maszyn crane game w niebieskim świetle LED, niebieskie sufity, szyldy PRIZE OUT na tych maszynach, które są już opróżnione. Każda maszyna to inny zestaw nagród: pluszaki Sanrio, figurki anime, zestawy kart, zegarki. GiGO Ikebukuro ma kilka pięter – każde w tym stylu.Maszyna pełna Hello Kitty (biała, z czerwoną kokardką) i Kuromi (fioletowa, w czarnej opasce) — ułożone rzędami jak na wystawie. Nad nimi ramię Triple Catcher. 500¥ za próbę (to jakieś 12 zł).I tu właśnie ujawnia się japońska specyfika: przy maszynach stoją głównie dorośli. Nie dzieci. Mężczyźni i kobiety, z pełnym skupieniem analizujący kąty ustawienia ramienia, balans nagrody i moment zwolnienia. Crane game w Japonii to sport — są YouTuberzy z milionami subskrybentów pokazujący techniki, strategie, najlepsze maszyny w mieście.„Get into the Gaming Oasis” — hasło na słupku mówi wszystko. Dorośli gracze przy maszynach, Hello Kitty po sufit, K-Melody w prawym górnym rogu. W Japonii crane game jest legalną formą hazardu o charakterze kulturowym — operatorzy mają obowiązek ustawić nagrodę tak, żeby dało się ją zdobyć. Ile trzeba wydać, zanim się uda — to już inna historia.
Po GiGO poszliśmy dalej — po prostu pochodzić po mieście. Ikebukuro nocą to inne miasto niż w dzień: sporo neonów, mniej pośpiechu, trochę inny klimat.
Café de Crié Grand — japońska sieciówka kawiarni, witryna szczelnie wypełniona gośćmi. Napis: Beaucoup de bonheur (dużo szczęścia). W Japonii kawiarnia to często biuro na godziny lub azyl po zakupach. W tle: logo Animate.Nocna ulica przy Ikebukuro. Po lewej: Rakuraku 楽楽 — izakaya z sake z 47 prefektur Japonii (47都道府県の日本酒勢揃い). Po prawej: PET SHOP (historia że szczeniaczkami chwilę dalej), OPEN 11, Sunshine City 徒歩1分. Animega by Softmap — kolejny sklep z anime merchandise, sklasyfikowany jako アニメグッズ専門店 (specjalistyczny sklep z gadżetami anime). TAX FREE, mokry chodnik, sylwetki z parasolami.Klasyczny tokijski budynek: na dole Sanrio z neonem Hello Kitty, wyżej 月島もんじゃ (monjayaki z Tsukishima – taki pikantny, płynny naleśnik), okonomiyaki (popularne japonskie wytrawne placki), jeszcze wyżej fotostudio. Każde piętro jest innym światem.Plac przed Brillia Hall — podświetlone wielkoformatowe plansze z Ensemble Stars na rusztowaniach. Kolorowe, mocno oświetlone postacie pośrodku mokrego placu. Grupki fanów (głównie dziewczyny) robią zdjęcia mimo deszczu.Ten sam plac, szersze ujęcie — logo Animate po lewej, plansze Ensemble Stars pośrodku. Tłum mimo późnej godziny i deszczu. Okienko na górze Animate: widać wyświetlacz reklamujący Idolmaster 10th anniversary.Główna ulica wieczorowa, w tle ciągną się szyldy: OTS, Bilk Bar, Denny’s (japoński, czyli zupełnie inne menu niż w USA). Riksza w centrum Ikebukuro to rzadkość — to bardziej Asakusa territory.Boczna uliczka — wąska, cicha, mokra. Tokio ma tysiące takich przejść między głównymi arteriami. Jeśli wejdziesz — możesz trafić na wszystko albo na nic.Wschodnie Ikebukuro nocą — po lewej: 博多天神 Hakata Tenjin (ramen z Hakata), 回転寿司 (kaiten sushi), 油そば (abura soba). Po prawej: じゃんぱら Janbara (skup elektroniki, smartfonów i iPhone). Wszystko naraz, jak zawsze.Hotel the b ikebukuro z Salvatore Cuomo & Bar na górze — włoska pizza w japońskim hotelu, w centrum Ikebukuro. Po lewej: neonowy smok i reklamy nocnych klubów. Biała Toyota Prius przy wejściu.
W czasie nocnego spaceru trafiliśmy na nie mniej niż cztery sklepy z żywymi zwierzętami — szczeniaczkami i małymi kotkami w szklanych gablotach, z cenami wypisanymi na tabliczkach. Japonia to jeden z niewielu krajów, gdzie sprzedaż szczeniąt i kociąt w sklepach jest wciąż legalna i powszechna — branża pet shop jest warta miliardy jenów rocznie, a Ikebukuro jest jedną z jej stolic. Ceny zaczynały się od kilkunastu tysięcy jenów, a kończyły na astronomicznych sumach — za rasowe shiba inu czy szkockie fold nierzadko trzeba zapłacić równowartość kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Jeden z pierwszych sklepów ze zwierzętami, na który trafiliśmy.W środku: przeszklone klatki z maluchami, przy każdej karta z ceną, nazwą rasy i datą urodzenia.Kotek w gablocie na białej poduszce, idealnie wyeksponowany. To nie jest sklep zoologiczny. To witryna sklepowa, w której produkt jest żywy.ミヌエット (Minuet / Napoleon) — chłopiec, kolor: Cream Tabby & White, urodzony 31.01. Cena: 792,000円 + 50,000円 pakiet medyczny = 842,000円 łącznie (~21,000 zł). Raty: od 27,300円/mies. Hodowca: pani Inaba Sanae, prefektura Saitama. NEW FACE.Szczeniaczek zwinięty w kulkę. W środku nocy, w szklanej gablocie, przy jaskrawym świetle. Chcielibyśmy uratować każdego z nich..ロングコートチワワ (Long Coat Chihuahua) — dziewczynka, kolor: Isabella White, urodzona 13.01. Cena: 770,000円 + 50,000円 = 820,000円 łącznie (~20,500 zł). Raty: od 28,000円/mies. Hodowca: pan Manabe Hiroshi, prefektura Saitama. NEW FACE.Kolejny kociak do wzięcia, miauczy…ラガマフィン (Ragamuffin) — chłopiec, kolor: Blue Tabby, urodzony 27.01. Cena: 880,000円 + 50,000円 = 930,000円 łącznie (~23,500 zł). Raty: od 29,500円/mies. Hodowca: pani Watanabe Marie, dzielnica Itabashi, Tokio. NEW FACE.
Takich widoków i emocji dużo dużo więcej… Zdjęć też. Już bez komentarza.
Weszliśmy do lokalnej restauracji na ramen – ostatni tego dnia już posiłek.
豚骨拉麺 ばんかつ — Bankatu, ramen z bulionem tonkotsu, Ikebukuro. Czarny szyld, obsługa przy wejściu w czarnych uniformach, FamilyMart po sąsiedzku. Weszliśmy.Miska ramen — tonkotsu, bogaty mleczny bulion wieprzowy, chashu, nori, ajitsuke tamago. Ostatni posiłek dnia. Jak zawsze w Japonii: warto było zostać chwilę dłużej. Po zjedzeniu makaronu – obsługa doniosła drugą porcję.Obsługa Bankatu — życzliwi, uśmiechnięci, kciuk w górę na pamiątkowe zdjęcie. Wnętrze w klimacie starej izakayi: ciemne drewno, kaligrafia na ścianie, lada barowa.
Mieliśmy jeszcze że 2 godziny, zanim musieliśmy się zebrać do hotelu. Z pomocą translatora pytamy obsługi, gdzie by tu w okolicy można się jeszcze wybrać i coś ciekawego zobaczyć / porobić. Oni na to – tu obok jest salon gier, jest super. Poszliśmy. Okazuje się, że salon gier obrazem był – ale to gry hazardowe.
W Japonii hazard jest oficjalnie nielegalny — ale istnieje sprytna luka prawna, zwana „trzystopniową wymianą” (三店方式, sanshouhousiki).
Działa tak:
1. Kupujesz żetony/kulki za pieniądze w kasie salonu (to legalnie „zakup towaru rozrywkowego”)
2. Grasz i ewentualnie wygrywasz więcej żetonów
3. Żetony wymieniasz na nagrody rzeczowe przy okienku w salonie — np. papierośnice, zegarki, zabawki
4. Za rogiem — dosłownie, w innym budynku, formalnie niepowiązanym — działa osobny skup tych nagród za gotówkę
Sąd nigdy nie orzekł tej konstrukcji za nielegalną. Stąd istnieją pachinko i medal games jako wielomiliardowy przemysł, dostępny dla każdego — bez ograniczeń wiekowych w przypadku medal games.
My trafiliśmy do ROUND1, to łagodniejsza wersja — medal games, gdzie zakupionych żetonów nie wymieniasz na nic, tylko na przyjemność z gry. Trochę bardziej w stronę „arcade” niż czystego hazardu. Ale mechanika jest ta sama: buy-in za prawdziwe pieniądze, szansa na „wygraną” w żetonach, endorfiny w tle. Dzieci są akceptowane — nikt tego nie reguluje tak jak kasyn.
W każdym razie weszliśmy, oglądamy dziesiątki automatów z ciekawością. Nagle podchodzi jakiś Japończyk i mówi po angielsku, że on się musi zbierać już i w związku z tym odda nam swoje żetony. Po chwili wahania, przyjęliśmy z podziękowaniem. Było ich chyba z 200.
Medal game w ROUND1 — kubek pełen żetonów z napisem ROUND, holograficzny blat, ostrzeżenie na tabliczce: アクリル面に荷重をかけないでください (nie opierać się o akryl). Wrzucasz żetony, wygrywasz żetony. I tak w kółko.STATION Z — medal pusher z widokiem z góry. Na ekranie: gra z dżunglą i dinozaurami, bonus jackpot, licznik żetonów. Na blacie: setki żetonów czekających na zepchnięcie. Przy automacie można siedzieć godzinami w przekonaniu, że zaraz się uda.
W momencie, jak już byliśmy w połowie wydania żetonów z pierwszego podarowanego nam kubka – jakiś Japończyk z dziewczyną obok wygrali chyba wiadro tych monet i również nam podarowali kubek.
To prawdziwa japońska uprzejmość — nie formalna tradycja z nazwą, ale powszechna praktyka w salonach medal games.
Mechanika jest prosta: żetony wychodzą z automatu szybciej niż gracz może je wydać, albo ktoś kończy grę z nadwyżką. Zabranie ich do domu nie ma sensu (nie mają wartości poza salonem), wyrzucenie byłoby marnotrawstwem — więc ludzie po prostu rozdają je sąsiadom przy automacie.
To część szerszej japońskiej kultury „mottainai” (もったいない) — niezmarnowania tego co ma jeszcze wartość. Połączonej z naturalną uprzejmością wobec obcych w kontekście rozrywki.
Że nas to spotkało dwukrotnie podczas jednej wizyty — to albo mieliśmy szczęście, albo wyglądaliśmy na nowych i zagubionych, co w Japonii automatycznie aktywuje tryb opieki nad gościem 😄
Te oto 2 wiaderka żetonów przepuściliśmy, co zabrało nam dobre 2 godziny chyba 🙂 Po drodze pewnie wygraliśmy równowartość ze 3 takich wiaderek, które też zostały przepuszczone.
Niestety, my nie wygraliśmy góry żetonów, więc nie mogliśmy odwzajemnić gestu – może innym razem?
W każdym razie, po dniu pełnym wrażeń, padnięci wróciliśmy do hotelu.